Mamo przyjedź, umieram (1/2)

16 września 2014 Bez kategorii 0

Polecamy rozmowę z Mecenas Justyną Flankowską, inicjatorką i organizatorką Kongresu „Komunikacja w procesie leczenia”

Flankowska wspólnie z mecenas Moniką Berestecką prowadziła głośną sprawę Edyty Terki, w której Sąd Okręgowy oraz Apelacyjny we Wrocławiu po raz pierwszy w Polsce zasądził na rzecz poszkodowanej rekordowe 1,2 mln zł odszkodowania i zadośćuczynienia oraz 13 tys. zł renty miesięcznie. Rozmawiamy z nią o przyczynie problemów komunikacyjnych na linii pacjent-lekarz oraz o tym, jak organizacja Kongresu może pomóc w usprawnieniu tej komunikacji.

Proszę opowiedzieć o przypadku Edyty Terki.
W tej sprawie oskarżonych było dwóch lekarzy. 25-letnia matka dwójki dzieci przeszła rutynową operację usunięcia wola tarczycy. Operacja się udała. Pacjentka została przewieziona na salę pooperacyjną, a następnie oddział chirurgiczny i tu została pozostawiona sama sobie. W ranie miała założony dren, z którego wypływała duża ilość treści krwistej. Pacjentka skarżyła się na duszność wdechową, którą zgłaszała lekarzowi i pielęgniarce przez klika godzin. Duszności i bóle nasilały się, ale personel medyczny nie reagował w sposób właściwy, pomimo konsultacji ze strony kilku lekarzy różnej specjalności. Pacjentka odczuwała niepokój i zaburzenia oddychania. Nad ranem wysyłała smsa: „Mamo koniec ze mną, przyjeżdżaj”. Wówczas wystąpił już obrzęk szyi i twarzy.

Co się potem wydarzyło?
Po nieudanej akcji resuscytacyjnej zapadła w śpiączkę. Okazało się, że przecięte naczynia krwionośne powodowały krwawienie i powstanie krwiaków, które blokowały przepływ krwi do mózgu. Doszło do jego obrzmienia. Ona po prostu się dusiła. Biegli orzekli, że należało tę ranę jak najszybciej zrewidować w warunkach sali operacyjnej. W postępowaniu karnym obaj lekarze zostali skazani, ale poszkodowana nie otrzymała żadnego zadośćuczynienia. Wtedy matka pacjentki powierzyła sprawę mojej kancelarii z prośbą o ochronę interesów jej córki. Wraz z mecenas Moniką Berestecką skierowałyśmy sprawę do Sądu Okręgowego we Wrocławiu. O roszczeniu powódki orzekał również Sąd Najwyższy. Pacjentka otrzymała ostatecznie ponad 1,2 mln zł zadośćuczynienia i odszkodowania oraz 13 tysięcy zł renty miesięcznie. Sąd uznał, że nie ma dalej idącej szkody dla człowieka żyjącego, niż stan apaliczny.

Wnioski na przyszłość?
Oto kluczowy wniosek: nie wszystkie zdarzenia medyczne prowadzą do odpowiedzialności lekarzy, ale bezwzględnie warto znać te, które prowadzą. Okazuje się, iż lekarze znajdują się znaczenie częściej na sali sądowej z powodu zwykłych zaniedbań, których przyczynami jest opieszałość, zmęczenie, brak zainteresowania pacjentem, brak dociekliwości, ciekawości, pogłębiania diagnozy, niż poważnych błędów w sztuce wykonywania zawodu.

Polecamy również drugą część rozmowy